Dawno nie pisałam

    0

    Wróciłam tylko na chwile, a może i na dłużej..

    Dawno nie pisałam. Nie chodzi mi tutaj o zamieszczanie postów na blogu, ani też o pisanie jako czynność mechaniczną. Dawno nie zbierałam moich myśli w zwięzłą całość – dawno ich nie zapisywałam. A przecież kiedyś było to dla mnie chlebem powszednim. Jak mogłam od tak od tego uciec?

    Kiedy jestem szczęśliwa i wokół mnie dzieje się dużo pozytywnych rzeczy, życie pędzi i nie mam czasu na rozmyślanie, a tym bardziej na uwiecznianie owych rozmyślań gdziekolwiek. Nie jest tak, że nagle wszystko zaczęło iść po mojej myśli, ale najwidoczniej mam przy sobie osoby, które mnie wspierają i potrafię im się zwierzyć.

    Ostatnio jednak mam ciężki okres. Sesja, poszukiwanie nowej stancji na przyszły rok i… oczywiście miłość. Ta miłość, która potrafi uskrzydlić, po czym obciąć skrzydełka abyś runął z hukiem.

    Tak więc, zamiast się uczyć na dwa ostatnie już egzaminy wróciłam tutaj, żeby to wszystko sobie jakoś ułożyć w głowie, tak jak to robiłam kiedyś. Prawda jednak jest taka, że to jedna osoba dzierży władzę nad moim samopoczuciem, a tak jakby ją to nie obchodziło. Nie widzi, że potrzebuję wsparcia, a nie kolejnego problemu.

    Widzę zbrukaną biel

    0

    Nie chcę ubliżać ludziom… bo jaki to sens obrażać Ciebie, siebie, nas?

    Dlaczego mam patrzeć na człowieka, jak na małą bestyjkę? …że niezdolny do uczuć, niezdolny do empatii… że zimny niczym lód i twardy niczym skała.. Dlaczego nie potrafię dostrzec tej przerażającej czerni, którą dostrzegają inni? Może powinnam się czuć zagrożona. W końcu to pewnego rodzaju naiwność.

    Kiedy patrzę, owszem, widzę. Nie jest to jednak czerń. Widzę zbrukaną biel. Biel splamioną czernią, ale i czerwienią,  przebijającą  gdzieniegdzie swoją czystością. Widzę człowieka niezdolnego do uczuć, ze zranioną duszą, skupionego na własnych wewnętrznych nieszczęściach, który potrzebuje pomocy. Zimny niczym lód, ale i równie kruchy, chowający swe emocje pod grubą, oszronioną taflą. Twardy niczym skała – niczym ił – plastyczny lub kruchy w zależności od tego czym go potraktujesz.

    To my kształtujemy siebie nawzajem. Potrafimy bezmyślnie zranić, osądzić.. ale jak już pisałam, nie mam zamiaru nas obrażać. Jesteśmy tylko ludźmi, choć odpowiedzialnymi za nasze czyny i odpowiedzialnymi za osoby nas otaczające. Może warto się zastanowić nad tym brzemieniem i zrozumieć, że to nie jest spacerek po parku, że wszyscy mamy uczucia, że płaczemy czasem w poduszkę i zasypiamy z nadzieją lepszego jutra. Mamy cele, marzenia, czasami ciężkie lub niemożliwe do zrealizowania.Żałujemy i  bijemy się w pierś prosząc samego siebie o przebaczenie. Kochamy na śmierć i życie i powierzamy w cudze dłonie kruchutką skałę iłu, topiący się lud, by wsiąknąć bez opamiętania. Rozpaść się na setki kawałeczków i utonąć właśnie w tych rękach..

    Tak wygląda miłość?

    0

    Ta jedna osoba potrafi sprawić, że już nic więcej się nie liczy. Chcesz mu powiedzieć wszystko, najdrobniejsze sprawy które zakrzątają ci głowę. Od tego co zjadłaś na śniadanie do tego ile razy się przebrałaś przed spotkaniem z nim. I najważniejsze. Czujesz, że on cię słucha. Uśmiecha się do twoich głupotek i odpowiada tymi samymi. Śmiejecie się razem. Z dystansem do siebie, bez niepotrzebnych dąsów. Ty jesteś dla niego, on jest dla ciebie…

    Czy tak właśnie wygląda miłość?

    Artyści w poszukiwaniu inspiracji odwiedzają obcojęzyczne kraje, nieznane ulice i tajemnicze budynki. Szukają natchnienia, wypaleni z resztek polotu. Przechadzając się przez miasto dostrzegają istotę inności. Właśnie w inności człowiek odnajduje piękno.

    Cztery ściany, twoje uczucia, przytłoczenie i smutek. Ile można? Ile wypocin dodasz jeszcze, by dostrzec, że w kółko piszesz o tym samym. Wszystkie twoje wyrazy są szare, flegmatyczne, a wręcz apatyczne. Znajdź odrobinę siły i wyjdź. Wyjdź do ludzi. Nie potrzebujesz dalekich podróży i obcych miast, aby zrozumieć, iż pisanie nie polega tylko na wiecznym płakaniu.

    Wystarczy jeden uśmiech. Szczery uśmiech dziecka by spleść krótką, ale przepełnioną pozytywną siłą notkę. Bańki mydlane.. bańki mydlane mieniące się w słońcu. Tak niewiele, dające tak wiele szczęścia.

    Budząc się, otwórzmy nasze oczy trochę inaczej niż zwykle. Zacznijmy dostrzegać to, czego wcześniej nie zauważaliśmy. Popatrzmy rozradowanym sercem, silnym sercem gotowym do działania i przyjęcia szczęścia.

    … i pobudowali. Betonowe drzewa, szklane góry, metalowe szczyty. Wylali asfaltowe ścieżki i zaczęto na nie wpuszczać mechaniczne zwierzęta. Dla większej zwierzyny przygotowano osobne dróżki – porządniejsze, ze stali. Miejska przyroda funkcjonowała bezproblemowo, a szerzyła się z jeszcze większą łatwością. Coraz to nowe tereny były poddawane betonowemu zalesianiu. Z lotu mechanicznego ptaka – arkadia. Raj dla wszystkich miłośników ekologicznego sposobu życia.

    Jacy szczęśliwi byli tu ludzie… Mieszkali w luksusowych jaskiniach, z wodą prowadzoną wprost z podziemnych źródeł do ich studni. Gdy uchylali okno, słyszeli błogi warkot i trąbienie a do ich nozdrz docierał kojący zapach spalin i dymów. Gdy wychodzili na asfaltowe dróżki mieli bezpośredni kontakt ze zwierzyną. Zachwycali się różnorodnością, kolorami, wielkością, potęgą, ale i gracją. Byli tutaj naprawdę szczęśliwi, tylko jakoś mało się uśmiechali. Kaszel nasilał im się z roku na rok, sił na wszelakie prace brakowało, a i powietrza czasem ciężko było nabrać do płuc. Niektórzy więc za namową doktorów zaczęli przeprowadzać się do kompletnej dziczy. Lekarze twierdzili, że nie każdemu wystarczą ilości dostarczane tutaj przez przyrodę. Trzeba iść krok dalej, lub lepiej rzec – krok bliżej, do dżungli, dżungli fabryk, wysokich kominów, które co prawda pożywienia nie dają, ale za to napełniają płuca najzdrowszym dwutlenkiem węgla, tlenkiem węgla, tlenkami siarki i wszelkimi substancjami smolistymi. Mieszkańcy nie widząc dla siebie innego ratunku od niepokojących dolegliwości przeprowadzili się w kompletną dzicz. Z trudem łapali oddech, prawie przewracali się przez własne nogi, ale lekarz powiedział, że pierwsze dni mają pozostawić sobie na przywyknięcie do tych luksusowych wyziewów. W końcu cały czas żyli w nie najlepszych warunkach i organizm musi przywyknąć do rarytasów mu dostarczanych. Ruszyli więc do swoich jaskiń. Zdziwienie ich ogarnęło, bo są tutaj sami. Mieszkania w samym centrum, a takie pustki? Dotarli do swoich zakopconych pokoi i zasnęli z myślą: Jutro. Bez kaszlu. Pełni sił. Gotowi do życia. I faktycznie tak się stało. Obudzili się wypoczęci. Wdychając nieznane im zapachy, podziwiając nieznane stworzenia i czując nieznaną wykładzinę pod ciałami.

    Być może

    0

    Mam trochę czasu… Co tu ukrywać, mam teraz wiele czasu. Zbyt wiele.

    Być może się zakochałam. Dlaczego być może? Bo to trudne, przepełnione wątpliwościami uczucie. Znamy się trochę ponad miesiąc, a ja czuję się jakby to trwało i trwało.. Nie wiem, czy jest to dobrą rzeczą, że czuję się z Tobą jak w długoletnim małżeństwie. Może dlatego, że nic się nie zmienia, jakbyśmy przerabiali ten sam schemat każdego dnia. Dzień dobry rano, dobranoc wieczorem. Codzienne problemy, rozmowy, uczuciowe wyznania. Nie wiem, co o tym myśleć. Uszczęśliwiasz mnie tą rutyną, tylko czy jestem na nią gotowa?

    Codziennie spoglądam na kalendarz i mam wrażenie, że te dni wleczą się bez końca. Jakby było mi źle, jakbym się męczyła będąc z Tobą, a jest szczęśliwa. Szczęśliwa że Cię mam, że nareszcie mam kogoś komu mogę podarować całą siebie, a w zamian otrzymam całego Ciebie.

    Czemu jest w tym tyle strachu? Tyle znaków zapytania w mojej głowie.

    Potwornie samotna

    1

    Świat bez miłości jest bolesny. Chcę kochać i chcę być kochaną. Czy to takie trudne? Czy to takie nieosiągalne dla mojej wybrakowanej osoby?

    Czuję, że do niczego się nie nadaję. Niczemu nie potrafię się bezgranicznie oddać. Muzyka, rysunek, pisanie.. Tak  wiele, a jakbym nie była do żadnej z tych rzeczy do końca stworzona. Czuję się za słaba na ciężką pracę, za słaba porównując się do ludzi z jakimi przychodzi mi się spotkać. Jestem za słaba psychicznie, zbyt leniwa, bujam w obłokach nierzeczywistości myśląc: jakoś to będzie, po czym spadam z hukiem na ziemię i widzę, że jest źle, a ja sobie nie radzę. Coraz ciężej mi o motywację i samozaparcie. Po prostu żyję, a moje życie… Ono nie wygląda tak. Nie jest takie INNE.

    Czuję się samotna, tak potwornie samotna.

    w domu.

    0

    Wróciłam dziś do domu. Jadąc ze szpitala nie mogłam zrozumieć jednego – dlaczego w ogóle się nie cieszę? Raziłam wręcz swoim przygnębieniem. Gdy weszłam do mojego pokoju nic się nie zmieniło. Ten sam przytłaczający smutek. Położyłam się, a oczy same zapełniły się łzami. Płakałam, a z kolejnymi łzami wypływało ze mnie całe negatywne nastawienie. Nie wiedziałam, że cały ten pobyt w szpitalu tak silnie oddziaływał na moje emocje.

    szpital,

    1

    Szpital. Na samą myśl o tym miejscu ogarniało mnie niemiłe uczucie zimna, smutku i pustki. Z perspektywy zaledwie  jednego dnia myślę, iż mój mózg utożsamiał to miejsce z kostnicą.

    Ile ten jeden dzień w szpitalu potrafi zmienić w mózgu.

    Mononukleoza. Sam wirus nie jest taki zły. Gorzej gdy dochodzą powikłania takie jak zapalenie wątroby.

    I wiecie, że cieszę z pobytu tutaj? Będę jeszcze około tygodnia. Trzymajcie kciuki za mnie, żebym się ładnie kurowała.

    Szrafuję w ich takt

    0

    Pomyślałam, że coś napiszę, bo.. dlaczego by nie.

    Ogólna rozsypka myśli. Zawsze były tak niejednotorowe. Ostatnio nic nie piszę. Muzyka przemyka przez moje życie pod postacią płyt. Można powiedzieć, że szrafuję w ich takt. Co sobotę wracam do domu po 14 i sięgam po ołówek. Rozkładam kartkę na sztaludze i zaczynam pracę nad zadanym tematem. Nie ważne, czy to zwykłe sześciany, czy dworek. Szybciej, niż przed 12 w nocy nie kończę. Z tej okazji zapraszam zawsze Piotra Roguckiego, zespół Cool kids of death, a nawet Romantyków Lekkich Obyczajów.  W niedzielę wstaję o 7.00. Na 10.00 muszę być na miejscu. Większość dnia spędzam właśnie tam. Około 18.00 w domu, zmęczona samą podróżą i przesiadkami. A no i ci ludzie.. wcale mi nie pomagają.

    Widzę postępy w moim życiu. Może w końcu do czegoś dążę i może to jest właśnie to.

    Miłość. Ona po prostu jest lub po prostu jej nie ma. Gdy jest, balansuje niczym linoskoczek na cieniutkiej linie. Początkujący powinien zaczynać od niewielkich wysokości, tak aby kolejne upadki nie zrażały jego do dalszego próbowania. W końcu by pewnie się po niej przejść musi zaufać linie i samemu sobie. Gdy coraz łatwiej przychodzi mu stąpanie po linie może wyznaczać sobie nowe wyzwania, pokonywać własne lęki, angażować się coraz bardziej. Jednak jeżeli nieopierzony ptaszek zechce spełnić swoje marzenie o idealnym przejściu nad ogromną przepaścią, może skończyć się to źle.

    Miłość to piękno w najczystszej postaci. Miłość, tak jak piękno potrzebuje wolności. Słowik uwięziony w klatce przestaje śpiewać. Płomień przykryty słoikiem gaśnie. Motyl zamknięty w pojemniku przestaje zadziwiać.

    Jesień w sercu?

    1

    W chłodnym powietrzu wyczuwam październik. Chłodne powietrze przesączone płaczem po ciepłych wieczorach..

    Przydrożne lampy sprawiają, że łzy na listkach mogłyby być magicznym pyłem wróżki. Drzewa lśnią – to mogłyby być magiczne drzewa.

    Październik i skrzący się łzami asfalt. Pędzące po nim reflektory. To mogłaby być magiczna ulica.

    Październik i czarne bezgwiezdne niebo. Chmury odebrały całe jego piękno. Łzy października są takie niedokładne..

    Chłodny wiatr porywa do złowieszczego tańca drewniane zawieszki w ogródkach. Nie widzę jak tańczą, ale słyszę muzykę, którą same tworzą.

    A października jeszcze nie ma. Powinnam uciekać od tej melancholii, póki jeszcze się da. Jednak stawiam kolejne kroki. Coraz bardziej przemarznięta, kostnieją mi palce u rąk. Jednak w środku, tam tli się jakaś gorąca iskierka. To ona sprawia, że drzewa, ulica, a nawet to czarne niebo mogłyby okazać się magiczne. Gdyby powstał z niej ogień.. Stanęłabym i podziwiała przepiękny świat oblany magią.