Wróciłam tylko na chwile, a może i na dłużej..

Dawno nie pisałam. Nie chodzi mi tutaj o zamieszczanie postów na blogu, ani też o pisanie jako czynność mechaniczną. Dawno nie zbierałam moich myśli w zwięzłą całość – dawno ich nie zapisywałam. A przecież kiedyś było to dla mnie chlebem powszednim. Jak mogłam od tak od tego uciec?

Kiedy jestem szczęśliwa i wokół mnie dzieje się dużo pozytywnych rzeczy, życie pędzi i nie mam czasu na rozmyślanie, a tym bardziej na uwiecznianie owych rozmyślań gdziekolwiek. Nie jest tak, że nagle wszystko zaczęło iść po mojej myśli, ale najwidoczniej mam przy sobie osoby, które mnie wspierają i potrafię im się zwierzyć.

Ostatnio jednak mam ciężki okres. Sesja, poszukiwanie nowej stancji na przyszły rok i… oczywiście miłość. Ta miłość, która potrafi uskrzydlić, po czym obciąć skrzydełka abyś runął z hukiem.

Tak więc, zamiast się uczyć na dwa ostatnie już egzaminy wróciłam tutaj, żeby to wszystko sobie jakoś ułożyć w głowie, tak jak to robiłam kiedyś. Prawda jednak jest taka, że to jedna osoba dzierży władzę nad moim samopoczuciem, a tak jakby ją to nie obchodziło. Nie widzi, że potrzebuję wsparcia, a nie kolejnego problemu.